Tak, wszystko stracić
Mogę w jednym momencie:
Dni, to piraci.
Znów przebudziłem się pełen przerażenia. Ból rozerwał powieki uśpione w miriadzie gnostyckich światów i generacji. Raz jeszcze zapragnąłem biec i schować się przed gorgonowym wzrokiem Archontów, spoglądających, jak cerber naziemny - z Góry Annoiki. Dusza moja na imię ma Apollodora, bo Pan Światłości mi ją podarował. Niech te wiersze - opowieści o Bogach zrodzonych ze smutku, będą ostatnim tchnieniem dla Niego wdzięczności...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 24 października 2017
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Przedwojnie
może jutro wybuchnie wojna
niemcy się boją bo armia putina już strojna
w atomy i zasięg ich rakiet
dosięga wszechgranic
może jutro zabije mnie wojna
i umierając zobaczę, jak nędza spokojna
warta była grzechu niczym pakiet
udziałów w korporacyjnej przystani
tutaj już wszystko się kończy
mój mózg dawno przestał być rączy
nie ma się dokąd schować
bo jestem nomadem z wyboru kochanej
ceruję resztki ostatniej opończy
by krew się miała w co sączyć
czy by się zabić lepsza jest głowa
czy może nadgarstki ostrzem zdrapane
cokolwiek się stanie
nie uda się przetrwać lecz pranie
jeszcze zawiesić trzeba na klamrach
i dzieciom dac jeść
cokolwiek się stanie
niedobre jest życiem dzieci karanie
niech łaska boska stubramna
da im to wszystko znieść
beze mnie i bez karmicielki
lecz też bez męki i bez udręki
będę żył może jedynie chwilę
lecz oby w nadziei że im przebaczy
demiurg co nienawidzi wszelki
ludzki miot bo chce mu blisko być zbyt wielki
on zaplanował każdą czasu milę
tak by każdemu starczyło rozpaczy
czy można obrócić się w nicość
będąc od narodzin pyłu akolitą
czy można utracić
niczego nie wypracowawszy
zawiodłem bo byłem hipokrytą
jutro zapłacę charonowi myto
z bezmyśli i podartych gaci
a dzieci niech żyją o mnie zapomniawszy
niedziela, 6 grudnia 2015
Różana przyśpiewka (na Rosalia)
Romantyczna Róża wzbija się ku Słońcu,
Porzucając korzeń na swym drugim końcu.
Pragnąc, aby Anioł zstąpił ku niej z Nieba,
Zapomina spożyć święconego chleba.
Spada tedy, ścięta przez jastrzębie szpony,
Bo w łodydze nie ma zwykłej już ochrony;
Spada główka piękna z wysokiego miejsca,
Śmiercią ją ugodził w kaprysie Ciemiężca.
Różowe płateczki pożarte przez czerwie
Wzrosną w nowym kwieciu, nim znów ktoś je zerwie.
Porzucając korzeń na swym drugim końcu.
Pragnąc, aby Anioł zstąpił ku niej z Nieba,
Zapomina spożyć święconego chleba.
Spada tedy, ścięta przez jastrzębie szpony,
Bo w łodydze nie ma zwykłej już ochrony;
Spada główka piękna z wysokiego miejsca,
Śmiercią ją ugodził w kaprysie Ciemiężca.
Różowe płateczki pożarte przez czerwie
Wzrosną w nowym kwieciu, nim znów ktoś je zerwie.
Etykiety:
Anioł,
cykl życia,
koniec,
kwiaty,
marność,
materia,
odnowa,
pułapka,
róża,
strata,
ścięcie,
ślepa uliczka,
śmierć,
upadek,
wzlot,
zagłada,
zniszczenie
poniedziałek, 30 listopada 2015
Polodowcowe moczary
Podrostek za wcześnie zbudzony
Nie umiał już wzrokiem ujść
Nagich pól, białych kości Strony.
Przytłumić go zdołał jeno czas,
Co sypie piach, miast fale pruć;
W bagnisku dni wypłowiał Furii blask.
I teraz pragnąłby Ni-Stary-Ni-Młody,
Jak trąd, odrywać swój skorupny strój
- Aż po duszy czyste, szkliste lody...
Lecz się stopiły, a wody z nich
Wsiąkły w czasu piach i w trudu gnój;
Hadesu firn w bulgocie lepkim scichł.
Nie umiał już wzrokiem ujść
Nagich pól, białych kości Strony.
Przytłumić go zdołał jeno czas,
Co sypie piach, miast fale pruć;
W bagnisku dni wypłowiał Furii blask.
I teraz pragnąłby Ni-Stary-Ni-Młody,
Jak trąd, odrywać swój skorupny strój
- Aż po duszy czyste, szkliste lody...
Lecz się stopiły, a wody z nich
Wsiąkły w czasu piach i w trudu gnój;
Hadesu firn w bulgocie lepkim scichł.
![]() |
| John Bauer - Rottrollen |
Etykiety:
bagno,
chłód,
czas,
Hades,
mróz,
piach,
strach,
śmierć,
zagubienie,
zapomnienie,
ziąb,
zimno,
zmęczenie
sobota, 27 czerwca 2015
Last last minute
Wiele razy śnię o chwili,
Gdy bliscy przy mnie zebrani
Nie pozwolą mi się mylić,
Że dotarłem już do granic
Ostatniej wycieczki last minute.
Spoglądam po nich, poznaję
Twarze: ci mogący kochać
Płaczą, że nie pozostaję;
Inni, o świetlistych prochach
Idą po mnie na rozstaje.
Tylko Ciebie tam nie widzę,
Ukochana, choć widziałem
Wczoraj... Grasz już w innej lidze,
Mówiąc, że to ja nie chciałem
I nie trzymasz mych walizek.
Gdy bliscy przy mnie zebrani
Nie pozwolą mi się mylić,
Że dotarłem już do granic
Ostatniej wycieczki last minute.
Spoglądam po nich, poznaję
Twarze: ci mogący kochać
Płaczą, że nie pozostaję;
Inni, o świetlistych prochach
Idą po mnie na rozstaje.
Tylko Ciebie tam nie widzę,
Ukochana, choć widziałem
Wczoraj... Grasz już w innej lidze,
Mówiąc, że to ja nie chciałem
I nie trzymasz mych walizek.
sobota, 24 stycznia 2015
Dojrzałość
z wielkich marzeń
przelanych niewypłyniętą krwią
pozostały jedynie
nędzarza drobne przyjemności
czasu kosiarze
eony w trąby już dmą
i zaraz dzień przeminie
i już kruszeją kości
myśl o karze
za grzechy kwiatów miot
wydaje co wzrośnie w dynie
wydrążone z litości
jeszcze się żarzę
udaję jeszcze jakiś pląs
w nadziei że odczynię
złego oka dotyk złości
unoszony na parze
co zaraz się skropli wgłąb
acheronu kąpiel w winie
odgrywam choć już sumienie pości
na zawsze razem
ja i mój sen za progiem mąk
do studni schodzimy na linie
by wytrwać w nicości
przelanych niewypłyniętą krwią
pozostały jedynie
nędzarza drobne przyjemności
czasu kosiarze
eony w trąby już dmą
i zaraz dzień przeminie
i już kruszeją kości
myśl o karze
za grzechy kwiatów miot
wydaje co wzrośnie w dynie
wydrążone z litości
jeszcze się żarzę
udaję jeszcze jakiś pląs
w nadziei że odczynię
złego oka dotyk złości
unoszony na parze
co zaraz się skropli wgłąb
acheronu kąpiel w winie
odgrywam choć już sumienie pości
na zawsze razem
ja i mój sen za progiem mąk
do studni schodzimy na linie
by wytrwać w nicości
![]() |
| Hans Memling - Vanity and Salvation |
Etykiety:
Acheron,
bezsilność,
biada,
kąpiel,
marność,
niebyt,
nieodwracalne,
podróż,
przemijanie,
sen,
śmierć,
taniec,
wieczność,
zapomnienie,
złamanie
niedziela, 3 sierpnia 2014
Przedszczek
Kompletna cisza, bez powiewu:
Tak wygląda świat w przeddzień gniewu.
Tam wszystko już przygotowane;
Tu domy ciche i zaspane.
Czwartej masakry już nie będzie.
Niczego nie będzie już wszędzie.
Lecz jeszcze przedszczek dopiero,
Choć słychać już tętent ogierów,
Słychać już wycie zza granicy
Szeolu; znać skry nawałnicy.
Dziś mam dzieci i piękną żonę
Jutro pójdę w nieznaną stronę...
Trzystu zginęło, lecąc do wód;
Hades okazał swój wielki głód!
Nikt znów nas zbrojnie nie obroni
- Nim tu dotrą, zobaczę koniec.
Dziewczynik! Dokąd mam Was wysłać,
Gdy Zachód, to islamu wyspa,
A Azja sprzymierza się właśnie
Z potęgą Szatana!? Nim zgaśnie
Wszystko, chciałbym choć spojrzeć jeszcze
Na Wasze twarzyczki - bezpieczne...
Wszystko płynie, wszystko przemija,
Los ludzki to wina niczyja.
And old people don't cry for they know
It's no worth, when buried is whole hope.
Tak wygląda świat w przeddzień gniewu.
Tam wszystko już przygotowane;
Tu domy ciche i zaspane.
Czwartej masakry już nie będzie.
Niczego nie będzie już wszędzie.
Lecz jeszcze przedszczek dopiero,
Choć słychać już tętent ogierów,
Słychać już wycie zza granicy
Szeolu; znać skry nawałnicy.
Dziś mam dzieci i piękną żonę
Jutro pójdę w nieznaną stronę...
Trzystu zginęło, lecąc do wód;
Hades okazał swój wielki głód!
Nikt znów nas zbrojnie nie obroni
- Nim tu dotrą, zobaczę koniec.
Dziewczynik! Dokąd mam Was wysłać,
Gdy Zachód, to islamu wyspa,
A Azja sprzymierza się właśnie
Z potęgą Szatana!? Nim zgaśnie
Wszystko, chciałbym choć spojrzeć jeszcze
Na Wasze twarzyczki - bezpieczne...
Wszystko płynie, wszystko przemija,
Los ludzki to wina niczyja.
And old people don't cry for they know
It's no worth, when buried is whole hope.
Etykiety:
apokalipsa,
bezsilność,
biada,
ból,
dzieci,
koniec,
przerażenie,
strach,
śmierć,
upadek,
zagłada,
zniszczenie
poniedziałek, 28 lipca 2014
Śmierć Perdikkasa
Wszystko znika
Rozwiewa się świat
Drzewo rozmywa się
Wśród toni rozgałęzień
Ja Perdikkas
Nie liczę już strat
Bitwy zlanej płaczem
Rzeki obfitej w węże
Pozostałem sam w namiocie
Którego ściany rozerwą
Zaraz mieczami siepacze
Pozostałem sam w tej armii
Upadłej straconą werwą
Sytych już nic nie nakarmi
To koniec bycia mężem
Kres którego zasięg
Wskaże stosu znak
Śmierć czas witać
Kloto ostatni wiedzie
Scieg do smetnych pasiek
Zapomnienia zjaw
Noc jest cicha
Rozwiewa się świat
Drzewo rozmywa się
Wśród toni rozgałęzień
Ja Perdikkas
Nie liczę już strat
Bitwy zlanej płaczem
Rzeki obfitej w węże
Pozostałem sam w namiocie
Którego ściany rozerwą
Zaraz mieczami siepacze
Pozostałem sam w tej armii
Upadłej straconą werwą
Sytych już nic nie nakarmi
To koniec bycia mężem
Kres którego zasięg
Wskaże stosu znak
Śmierć czas witać
Kloto ostatni wiedzie
Scieg do smetnych pasiek
Zapomnienia zjaw
Noc jest cicha
sobota, 22 lutego 2014
Pewnego dnia
Pewnego dnia
Nie napotka już Slońce
Mego wzroku.
Pewnego dnia
Przyjaciele, których moce
Rozwiały czasu,
Zejdą się
Ten ostatni raz, by milczeniem
Udawać smutno,
Że widzą cień
Niedostrzegalny w żylnych drżeniach,
Ni wczoraj, ni jutro.
I to już wszystko.
Nic więcej się nie stanie.
Znów wzejdzie dzień,
A co było
We mnie - kto powie - skłamie,
Że wie.
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Kult
Hipostazy, dogmaty, tradycje,
Wzniosłości i nikczemności, sny z gier
I gry ze snów: o strukturach, tezach,
Logice i drzwiach do domu - przez dach...
Oto kupczenie nieśmiertelnością
W domu Śmierci, gdzie Anubis kości
Do skóry przykleja, usuwając
Przez nos mózg i wnętrzności, jak pająk.
Im dalej od prawdy, tym więcej słów.
A gdzieś, na dnie tej piramidy, Ów
Syn Cieśli: schowany, zagubiony,
W jednym słowie treść skrywa Nowiny.
piątek, 3 stycznia 2014
Domek na odludziu
Otwiera się okno od zewnętrznej strony:
Zamiera wszystko bez sił do obrony;
Chłód, na białym rumaku skrzydlatym, dmie
Wzorzyste gwiazdy, wciskając w usta śmierć!
W usta otwarte przerażeniem, w usta bez
Barw, jedyne czarne cierpieniem po kres
Ciemności świata; wlewa białe olśnienie
Ten Chłód, ten Ziąb, wytworny swym bezdrżeniem.
Byliśmy przy telewizorze. Zmęczony
Czajnik krztusił się parą. Niezjedzony
Obiad okupował stół. Dzieci w przedpółśnie:
Jękliwe, gderliwe, kapryśne i złe...
Ujrzał nas Chłód, zobaczył Ziąb, śród ciepłych łez
Tętniących; upuścił, zagubił śmierć śród tęcz...
Zamyka się okno, blednie trwogi skrzenie.
Odjeżdża. Poczeka. Dzieci? Nie, nie... nie...
Zamiera wszystko bez sił do obrony;
Chłód, na białym rumaku skrzydlatym, dmie
Wzorzyste gwiazdy, wciskając w usta śmierć!
W usta otwarte przerażeniem, w usta bez
Barw, jedyne czarne cierpieniem po kres
Ciemności świata; wlewa białe olśnienie
Ten Chłód, ten Ziąb, wytworny swym bezdrżeniem.
Byliśmy przy telewizorze. Zmęczony
Czajnik krztusił się parą. Niezjedzony
Obiad okupował stół. Dzieci w przedpółśnie:
Jękliwe, gderliwe, kapryśne i złe...
Ujrzał nas Chłód, zobaczył Ziąb, śród ciepłych łez
Tętniących; upuścił, zagubił śmierć śród tęcz...
Zamyka się okno, blednie trwogi skrzenie.
Odjeżdża. Poczeka. Dzieci? Nie, nie... nie...
niedziela, 24 listopada 2013
Pogrzebanie Juana II Księcia Gandii
Zabijałeś, mój synu, a teraz, teraz
Będziesz grzebany - to ostatnia potrzeba.
Niech już nie patrzą na Ciebie, by łzy sprzedać
Tanie; starczy moje ich wylanie szczere.
Nauczyłem Cię wszystkiego, czym dziś... broczysz;
Pokazałem, jak z wysoka patrzeć w nocy
Mroki, jak się nie bać wrogów i wszechmocy
Boga, jak od wiary ku potędze kroczyć.
Nauczyłem, namaściłem, wyprawiłem
W drogę, która piękne miała tylko chwile.
Wiń mnie synu, tam, w zaświatach! Wiń, na ile
Winić może trup topielca, Tybru iłem
Przyodziany na piekielną drogę w ciemność.
Moje Dziecię! Tobie dałem mroki w lenno,
Może przeto tam, po drugiej stronie, zadość
Czynić będzie twa domena czarcim hienom...
Zadość... Zwróć im znak ganfaloniere, zwróć im
Tytuł w Gandii, Sessie, Neapolu; z krótszym
Mianem, z bledszym wianem, tylko wróć! Och, jak złym
Ci byłem ojcem! Jaki świat jest dziś pusty
Bez Ciebie, śród oblegających gród Forlì,
Śród walczących z chorągwiami wielkiej Francji,
Śród watykańskich korytarzy, skąd orli
Twój wzrok świateł czerwonych patrzył Subury...
Dziś już nie trza Ci ognia hrabin-kurtyzan;
O, mój Juanie! Niech tu, w ogrodzie, bryza
Ukoi zastygły już w tobie szał życia.
Teraz znów mi bądź małym chłopcem. Od krzyża,
Z dala od tego krzyża, co Cię wyklętym
Uczynił, wezmę Cię znów, jak przed laty, nim
Zadnieje, zaniosę pod wyniosły cyprys
I dłońmi dół wykopię, płaczem bezsilnym
Obmyję... Bez Ciebie brak mi sił... Brak mi sił...
Będę Cię widział, gdy zimą wiatr będzie wył
W gałęziach, gdy topiel rozpaczy, świat, co zgnił
Wraz z Tobą z mej ręki, i mych dopłynie żył.

Ten wiersz został zainspirowany sceną z serialu "Rodzina Borgiów" (oryg. "The Borgias" - N. Jordan, 2011-2013, Showtime), kiedy papież Aleksander VI własnoręcznie grzebie w ogrodzie swego ukochanego syna Juana Borgię.
Będziesz grzebany - to ostatnia potrzeba.
Niech już nie patrzą na Ciebie, by łzy sprzedać
Tanie; starczy moje ich wylanie szczere.
Nauczyłem Cię wszystkiego, czym dziś... broczysz;
Pokazałem, jak z wysoka patrzeć w nocy
Mroki, jak się nie bać wrogów i wszechmocy
Boga, jak od wiary ku potędze kroczyć.
Nauczyłem, namaściłem, wyprawiłem
W drogę, która piękne miała tylko chwile.
Wiń mnie synu, tam, w zaświatach! Wiń, na ile
Winić może trup topielca, Tybru iłem
Przyodziany na piekielną drogę w ciemność.
Moje Dziecię! Tobie dałem mroki w lenno,
Może przeto tam, po drugiej stronie, zadość
Czynić będzie twa domena czarcim hienom...
Zadość... Zwróć im znak ganfaloniere, zwróć im
Tytuł w Gandii, Sessie, Neapolu; z krótszym
Mianem, z bledszym wianem, tylko wróć! Och, jak złym
Ci byłem ojcem! Jaki świat jest dziś pusty
Bez Ciebie, śród oblegających gród Forlì,
Śród walczących z chorągwiami wielkiej Francji,
Śród watykańskich korytarzy, skąd orli
Twój wzrok świateł czerwonych patrzył Subury...
Dziś już nie trza Ci ognia hrabin-kurtyzan;
O, mój Juanie! Niech tu, w ogrodzie, bryza
Ukoi zastygły już w tobie szał życia.
Teraz znów mi bądź małym chłopcem. Od krzyża,
Z dala od tego krzyża, co Cię wyklętym
Uczynił, wezmę Cię znów, jak przed laty, nim
Zadnieje, zaniosę pod wyniosły cyprys
I dłońmi dół wykopię, płaczem bezsilnym
Obmyję... Bez Ciebie brak mi sił... Brak mi sił...
Będę Cię widział, gdy zimą wiatr będzie wył
W gałęziach, gdy topiel rozpaczy, świat, co zgnił
Wraz z Tobą z mej ręki, i mych dopłynie żył.
Ten wiersz został zainspirowany sceną z serialu "Rodzina Borgiów" (oryg. "The Borgias" - N. Jordan, 2011-2013, Showtime), kiedy papież Aleksander VI własnoręcznie grzebie w ogrodzie swego ukochanego syna Juana Borgię.
piątek, 1 listopada 2013
Przedduszki
Niepokrzepione
Wychudłe cienie
Wędrują wśród zapadlisk bezdrzewia
Nieukojonymi tęsknotami
Szybują bezsilnie
Wokół wielkich wrót
Co stworzone tylko
By się zamykać
Pukają do nieotwierań
Wciąż na nowo słabnąc
Wciąż na nowo zachłyśnięte
Rozpaczą odkryć
Duszących pamięć o kształcie nadziei
Zdzierają bezgłosy miejsc po tchawicach
Aż do krwi z dawna zakrzepłej
Aż po ból dawno zamarły
Czasem się przedrze wołanie
Jasną smugą o pełni
Czasem na chwilę przybiorą szatę
Północnej godziny
Lecz
To tylko odbicie
Wołania zostaną bezgłośne
Tu i tam
Wszystko się dzieje na oślep
Wychudłe cienie
Wędrują wśród zapadlisk bezdrzewia
Nieukojonymi tęsknotami
Szybują bezsilnie
Wokół wielkich wrót
Co stworzone tylko
By się zamykać
Pukają do nieotwierań
Wciąż na nowo słabnąc
Wciąż na nowo zachłyśnięte
Rozpaczą odkryć
Duszących pamięć o kształcie nadziei
Zdzierają bezgłosy miejsc po tchawicach
Aż do krwi z dawna zakrzepłej
Aż po ból dawno zamarły
Czasem się przedrze wołanie
Jasną smugą o pełni
Czasem na chwilę przybiorą szatę
Północnej godziny
Lecz
To tylko odbicie
Wołania zostaną bezgłośne
Tu i tam
Wszystko się dzieje na oślep
wtorek, 25 czerwca 2013
Vi Sees!
Będzie mi Was brakować,
Drogie Kupowlaczki, słodkie Bzykupki,
Tam, dokąd pójdę sam i golutki,
Tam, gdzie smutny Robal
W wieczystej ciemności
W siebie jeno zdolny świecić,
Bez końca zdumieniem tę Noc ociepli,
Wpatrując oczka wgłąb moich kości.
Będzie mi Was brakować:
I waszych psot na nóżkach krótkich,
I nawet głupich z Laosią kłótni!
I chwil, gdy boli głowa
Od ciągłych dążeń, marzeń, owsiczkowych
Knowań. Zamknięty w Cichcach, w płowy
Bezdechu całun duszę mą schowam;
Będę w nim czekał, jak w kokonie larwa,
Aż wszystkich nas wspólna olśni znów Barwa.
Drogie Kupowlaczki, słodkie Bzykupki,
Tam, dokąd pójdę sam i golutki,
Tam, gdzie smutny Robal
W wieczystej ciemności
W siebie jeno zdolny świecić,
Bez końca zdumieniem tę Noc ociepli,
Wpatrując oczka wgłąb moich kości.
Będzie mi Was brakować:
I waszych psot na nóżkach krótkich,
I nawet głupich z Laosią kłótni!
I chwil, gdy boli głowa
Od ciągłych dążeń, marzeń, owsiczkowych
Knowań. Zamknięty w Cichcach, w płowy
Bezdechu całun duszę mą schowam;
Będę w nim czekał, jak w kokonie larwa,
Aż wszystkich nas wspólna olśni znów Barwa.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Zamiast testamentu
Na moim kamieniu napiszcie:
Tu leżę ja, Antioch,
Podróżnik w krainy nieznane nikomu,
Odkrywca Kendozji oraz Oionu...
Zabójca Belterandy,
Demiurg nieopisanego cierpienia,
Na szczęście już bez mocy,
Sobie samemu udzieliwszy pomocy.
Cokolwiek miałem,
Zapisuję wszystkim,
Co szukają w śmietnikach:
Bo z życia mego tyle właśnie wynika.
Niech mnie pochowają
Byle jak i byle gdzie;
Oby świat zapomniał łaskawie,
Że stąpałem kiedy po ziemskiej trawie!
Wiersze, ach wiersze!
Tak was kocham, nieszczęsne!
Życzę Wam łagodnej śmierci,
Nim serca wasze drwina przewierci.
Niech się raduje horyzont!
Imię moje pochłonął już
Zachód nieba!
Wreszcie wszystko można pogrzebać.
Tu leżę ja, Antioch,
Podróżnik w krainy nieznane nikomu,
Odkrywca Kendozji oraz Oionu...
Zabójca Belterandy,
Demiurg nieopisanego cierpienia,
Na szczęście już bez mocy,
Sobie samemu udzieliwszy pomocy.
Cokolwiek miałem,
Zapisuję wszystkim,
Co szukają w śmietnikach:
Bo z życia mego tyle właśnie wynika.
Niech mnie pochowają
Byle jak i byle gdzie;
Oby świat zapomniał łaskawie,
Że stąpałem kiedy po ziemskiej trawie!
Wiersze, ach wiersze!
Tak was kocham, nieszczęsne!
Życzę Wam łagodnej śmierci,
Nim serca wasze drwina przewierci.
Niech się raduje horyzont!
Imię moje pochłonął już
Zachód nieba!
Wreszcie wszystko można pogrzebać.
niedziela, 23 czerwca 2013
Instrukcja, co powiedzieć przy wręczaniu ostatniej opłaty
Za tego obola, Haronie,
Zapal mi świeczkę, niechaj płonie.
Ile z niej światła, tyle przetrwa
Ze mnie, w Hadesu mrocznych gęstwach;
Jak długo jaśnieć będzie, duszy
Nie zdoła Blady Wiatr poruszyć,
Nie zdoła jej rozerwać w strzępy,
Nie zajmie się nią Cerber krępy...
Za tego obola, Królowo
Podziemia, mniej mnie sądź surowo!
Wejrzyj na mnie poprzez te łąki
Asfodelowe - twej rozłąki
Własnej z dobrą matką wspomnienia,
Wejrzyj na dziecinne kwilenia!
Tyś też jest dzieciną, o Kore!
Na wieki porwaną, nie w porę...
Zapal mi świeczkę, niechaj płonie.
Ile z niej światła, tyle przetrwa
Ze mnie, w Hadesu mrocznych gęstwach;
Jak długo jaśnieć będzie, duszy
Nie zdoła Blady Wiatr poruszyć,
Nie zdoła jej rozerwać w strzępy,
Nie zajmie się nią Cerber krępy...
Za tego obola, Królowo
Podziemia, mniej mnie sądź surowo!
Wejrzyj na mnie poprzez te łąki
Asfodelowe - twej rozłąki
Własnej z dobrą matką wspomnienia,
Wejrzyj na dziecinne kwilenia!
Tyś też jest dzieciną, o Kore!
Na wieki porwaną, nie w porę...
środa, 19 czerwca 2013
Krańce Wieczności
Drewniane wezgłowie w zimnej sali;
Ciemno; zaduch krwi opadłej w gęstwę
Gnuśności: myśli nie trzeba palić,
Już się rozpierzchły za własnym szczęściem.
Cóż by tu więcej zdziałały, skoro
Z nich żadna ciał poruszyć nie zdoła,
By powstały... Rzemieślnik, czy prorok,
Do jednego wszyscy wrócą koła.
Płaczę po Nim i po Niej rozpaczam,
Bo Ich kroczę drogą, ku pustki mgłom
I bagnom smętnym, skąd żadna praca
Wydobyć nie może, ni Zeusa grom.
Gdy się żegnaliśmy, padały słów
Zaklęcia: „Spotkamy się po tamtej
Stronie!“... Lecz, gdy złączy nas śmierci rów,
Będziemy, jak dwa wieczności krańce.

Ciemno; zaduch krwi opadłej w gęstwę
Gnuśności: myśli nie trzeba palić,
Już się rozpierzchły za własnym szczęściem.
Cóż by tu więcej zdziałały, skoro
Z nich żadna ciał poruszyć nie zdoła,
By powstały... Rzemieślnik, czy prorok,
Do jednego wszyscy wrócą koła.
Płaczę po Nim i po Niej rozpaczam,
Bo Ich kroczę drogą, ku pustki mgłom
I bagnom smętnym, skąd żadna praca
Wydobyć nie może, ni Zeusa grom.
Gdy się żegnaliśmy, padały słów
Zaklęcia: „Spotkamy się po tamtej
Stronie!“... Lecz, gdy złączy nas śmierci rów,
Będziemy, jak dwa wieczności krańce.

Subskrybuj:
Posty (Atom)













