Podwodna Bogini
Przygląda się rybom
Wieczyście zdziwiona
Kamienna Bogini
Ułożona krzywo
Pręży w muł ramiona
Upadła Władczyni
Wolą już bezsilną
Czas pragnie pokonać
Zapomniana Pani
Niepowolna pływom
W dumie własnej kona
Nie ma już przystani
U której dym siwo
Jej wznosił lud z kolan
Nie można uczynić
Nic by z głazu żywą
Pieśń dobyć w milionach
Pozostaje winić
Czas zaglądać rybom
W oczy więdnąć w toniach
Znów przebudziłem się pełen przerażenia. Ból rozerwał powieki uśpione w miriadzie gnostyckich światów i generacji. Raz jeszcze zapragnąłem biec i schować się przed gorgonowym wzrokiem Archontów, spoglądających, jak cerber naziemny - z Góry Annoiki. Dusza moja na imię ma Apollodora, bo Pan Światłości mi ją podarował. Niech te wiersze - opowieści o Bogach zrodzonych ze smutku, będą ostatnim tchnieniem dla Niego wdzięczności...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przodkowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przodkowie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 21 marca 2014
Podwodna Bogini
Etykiety:
bezsilność,
bogowie,
kamień,
leżący,
ołtarz,
pogaństwo,
przemijanie,
przetrwanie,
przodkowie,
religia,
smutek,
upadek pogan,
wspomnienie,
zapomnienie,
złamanie
piątek, 1 listopada 2013
Przedduszki
Niepokrzepione
Wychudłe cienie
Wędrują wśród zapadlisk bezdrzewia
Nieukojonymi tęsknotami
Szybują bezsilnie
Wokół wielkich wrót
Co stworzone tylko
By się zamykać
Pukają do nieotwierań
Wciąż na nowo słabnąc
Wciąż na nowo zachłyśnięte
Rozpaczą odkryć
Duszących pamięć o kształcie nadziei
Zdzierają bezgłosy miejsc po tchawicach
Aż do krwi z dawna zakrzepłej
Aż po ból dawno zamarły
Czasem się przedrze wołanie
Jasną smugą o pełni
Czasem na chwilę przybiorą szatę
Północnej godziny
Lecz
To tylko odbicie
Wołania zostaną bezgłośne
Tu i tam
Wszystko się dzieje na oślep
Wychudłe cienie
Wędrują wśród zapadlisk bezdrzewia
Nieukojonymi tęsknotami
Szybują bezsilnie
Wokół wielkich wrót
Co stworzone tylko
By się zamykać
Pukają do nieotwierań
Wciąż na nowo słabnąc
Wciąż na nowo zachłyśnięte
Rozpaczą odkryć
Duszących pamięć o kształcie nadziei
Zdzierają bezgłosy miejsc po tchawicach
Aż do krwi z dawna zakrzepłej
Aż po ból dawno zamarły
Czasem się przedrze wołanie
Jasną smugą o pełni
Czasem na chwilę przybiorą szatę
Północnej godziny
Lecz
To tylko odbicie
Wołania zostaną bezgłośne
Tu i tam
Wszystko się dzieje na oślep
poniedziałek, 15 października 2012
Niewygodnie
Ciemne moce
Uwzięły się na noce
W czeluściach strachu
Leżę sam wołając przodków imion
Bezskutecznie
Oni nie przyjdą
Nie przyjdą nigdy
Oni nie znają
Nie znają żadnej łagodności formy
Zalani głazem w płynie
Klęczą
Na skraju ziemi niczyjej
Mi nie pomogą
Bo sami się męczą
Okrutnie
Aby utrzymać choć okruch
Wspomnienia
Śród dusz
Co jeszcze nie weszły do cienia
Leżę sam, na mokrej ziemi
Pełnej gnijących korzeni
Leżę tam, gdzie gwiazdy
W obłoku miasta
Wyblakły jak każdy
Kto pragnął się przebić nim zgasła
Lampa na wielkim murze
Z cierniowej stali
Leżę sam
Na wznak, jak umarli
Wszystko już mam
Gotowe
Niech w końcu zgaśnie światło
Wszystko gotowe
Uwzięły się na noce
W czeluściach strachu
Leżę sam wołając przodków imion
Bezskutecznie
Oni nie przyjdą
Nie przyjdą nigdy
Oni nie znają
Nie znają żadnej łagodności formy
Zalani głazem w płynie
Klęczą
Na skraju ziemi niczyjej
Mi nie pomogą
Bo sami się męczą
Okrutnie
Aby utrzymać choć okruch
Wspomnienia
Śród dusz
Co jeszcze nie weszły do cienia
Leżę sam, na mokrej ziemi
Pełnej gnijących korzeni
Leżę tam, gdzie gwiazdy
W obłoku miasta
Wyblakły jak każdy
Kto pragnął się przebić nim zgasła
Lampa na wielkim murze
Z cierniowej stali
Leżę sam
Na wznak, jak umarli
Wszystko już mam
Gotowe
Niech w końcu zgaśnie światło
Wszystko gotowe
Subskrybuj:
Posty (Atom)


