Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemijanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemijanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 lutego 2021

Przesiąkanie

od wczoraj urosły mi paznokcie i włosy
niezauważalnie
jak wyciek życia rosy

jutro zetnę przydługie nadmiary
pojutrze
wyschnie wnętrze czary

 

 

środa, 9 października 2019

Mors mea atrox erit

ciągle się boję
że tuż za rogiem
czai się koniec

i nie jest motylem czarnoskrzydłym
o pałających ślepiach
co trzepotem w wietrzny chaos wydmy
wzbija w czasu stepach

nie jest krzykiem potępienia
predestynowanych
ni co lśnienie w mrok zmienia
złem od urażonej many

nie jest sądem ni rozdrożem
ni drzwiami
nie czeka aż się ukorzę
gdy sumienie plami

lecz jedynie
przewinie mnie
jak szpulę w kinie

jedynie

Dziga Vertov [Public domain]











Ilustracja stworzona za pomocą narzędzia DALL·E OpenAI” 241002


sobota, 7 stycznia 2017

Możliwości

wciąż istnieją jeszcze jakieś możliwości

chociaż kości
starsze niźli dawniej w czasach marzeń
choć się przyjaciele w bezchwale
nicości
rozpłynęli i pusto w barze
dla życiowych kalek

wciąż istnieją jakieś możliwości

ciągle rościć
sobie chce się swe pretensje tu i ówdzie
chociaż wiadomo od lat doskonale
że mości
nie zejdzie się z panem bo luźniej
od ambicji do zalet

wciąż istnieją możliwości

aczkolwiek coś ci
chyba nie wyszło jak mantra sumienia
powtarza się nazbyt stale
włości
marazmu nijak nie zmienia
już łezka z żalem

istnieją możliwości

w ciemności
staje się pytaniem pustce zadanym
retoryczną figurą metaforą
troski
o przyszłość co stała się znanym
a znane zmorą

możliwości

nie gości
już ciało zgnuśniałe ni umysł sterany
rutyną pogrążony w letejskiej wodzie
nieboski
cuchnąco jątrzą się rany
lecz żyć trzeba w zgodzie


sobota, 24 stycznia 2015

Dojrzałość

z wielkich marzeń
przelanych niewypłyniętą krwią
pozostały jedynie
nędzarza drobne przyjemności

czasu kosiarze
eony w trąby już dmą
i zaraz dzień przeminie
i już kruszeją kości

myśl o karze
za grzechy kwiatów miot
wydaje co wzrośnie w dynie
wydrążone z litości

jeszcze się żarzę
udaję jeszcze jakiś pląs
w nadziei że odczynię
złego oka dotyk złości

unoszony na parze
co zaraz się skropli wgłąb
acheronu kąpiel w winie
odgrywam choć już sumienie pości

na zawsze razem
ja i mój sen za progiem mąk
do studni schodzimy na linie
by wytrwać w nicości

Hans Memling - Vanity and Salvation

piątek, 21 marca 2014

Podwodna Bogini

Podwodna Bogini
Przygląda się rybom
Wieczyście zdziwiona

Kamienna Bogini
Ułożona krzywo
Pręży w muł ramiona

Upadła Władczyni
Wolą już bezsilną
Czas pragnie pokonać

Zapomniana Pani
Niepowolna pływom
W dumie własnej kona

Nie ma już przystani
U której dym siwo
Jej wznosił lud z kolan

Nie można uczynić
Nic by z głazu żywą
Pieśń dobyć w milionach

Pozostaje winić
Czas zaglądać rybom
W oczy więdnąć w toniach

sobota, 22 lutego 2014

Pewnego dnia


Pewnego dnia
Nie napotka już Slońce
Mego wzroku.

Pewnego dnia
Przyjaciele, których moce
Rozwiały czasu,

Zejdą się
Ten ostatni raz, by milczeniem
Udawać smutno,

Że widzą cień
Niedostrzegalny w żylnych drżeniach,
Ni wczoraj, ni jutro.

I to już wszystko.
Nic więcej się nie stanie.
Znów wzejdzie dzień,

A co było
We mnie - kto powie - skłamie,
Że wie.



środa, 8 stycznia 2014

Faraon i Koran (z cyklu: "Pieśni o umierających snach")

Czyż ten najmniejszy z twych poddanych przez morze
Nie uciekł, grożąc: „Potęgę taką kiedyś stworzę,
Co obali piramidy twoich przodków!“? Tyś go nie ujął,
A on spłodził synów i wnuki... i wnuki. Szanując

Tylko jedną księgę, tylko jeden nakaz, osiedli
Cicho śród kolumn twych stolic. Z Nilu pili i jedli,
Lecz nie modlili się wcale do bogów! Czekali na znak.
I przyszedł Jeden, co świat twój wywrócił na wspak.

Lecz oni dalej czekali na znak. Bo czy łagodność
Przewróci piramidy? I przyszedł Drugi: „Dość!“
- Krzyknął - i na wielbłądach hordy popędził
Hord! Spalił pałace, aż po ostatni dach.

Lecz ciągle trwały piramidy... zapomniane.
A kiedy minęły kolejne pałace, w ten zaścianek,
Dawnego cień królestwa, znów wrzucił ktoś księgę
- Jedyną: „Spełnijmy wreszcie pierwszą przysięgę!“


wtorek, 7 stycznia 2014

Kamea Ptolemeuszów (z cyklu: "Pieśni o umierających snach")

Drugi mąż, drugi brat, nareszcie w tle.
Ileż kroków trzeba było zrobić, ile przejść, przez
Zgliszcza i krew, przez ogień i szczęk oręża,
Ile poświęcić, by teraz w wieczność pierś wyprężać...

Ten kamień, to cały Egipt, to cały znany świat;
Przedsiębiorstwo doskonale zarządzane, aby strat
Nie czynić więcej właścicielom, zmęczonym
Zadawaniem wzajem sobie... strat. Słony

Jest smak dwóch koron... Białej jak bandaże
Mumii, czerwonej, jak miecz ociekający z marzeń.
Ostatnim Dwojgu na tronie wiwaty śle tłum
Za parę miedzianych monet. „Nim szum

Ucichnie, każ nam zrobić, Kochany, kameę
I do morza ją wrzuć, by złotą naszą erę
Za tysiąc lat wspomnieli potomkowie tych,
Którychśmy uprawiali, jak len, jak zboże, na...zbyt.“



poniedziałek, 16 września 2013

Kosmas w Czyśćcu

Ja jestem Kosmas Indikopleustes.
Pływałem do Indii, widziałem Ceutę;
Śmierć mnie zastała tam przy okręcie.

Wędruję teraz bezdrożem Czyśćca,
Bez gwiezdnych znaków, nadziei wyjścia;
Nie wiem, lat dziesięć, dwieście, czy trzysta...

Bezwietrzna strefa szarych bałwanów,
Zmilczana w Biblii i w sur Koranu
Zaklęciach, płynie bez steru, bez planu...

Przenika mnie, jak toń oka sieci,
Jedynie wspomnieniem o życiu świeci,
Jedynie wskazuje, com myślą wskrzesił.

Czekanie minęło, nadzieja, opita
Rosą umarłych bez zmartwychwstania, chwyta
Bezwładnie burty i zaraz, zmyta,

Po stokroć zmyta, powraca wciąż słabsza.
Jutro nie zdoła już przybyć; Panna w brzaskach
Skąpana przebrzmiałych! Zostanie abstrakt:

Odcieleśnienie, rudymentacja,
Imię, pożarte przez hibernację.
Pierwsza, ostatnia, pośrenia stacja...

Czas rozpadł się, zgnił, rozsypał w pył.
Kosmas Indikopleustes; czy taki był?
Śmierć mnie zastała... Będę tu tkwił...

poniedziałek, 15 października 2012

Badyl wróżebny

Przychodzę tam sam,

[dlatego, że nie mam już nikogo? dlatego, że sekrety chowam...]

Przychodzę tam sam,
Żeby oglądać ciągle jeden widok:
Tak, jak ja, bez życia,
Jako ja - u wrót nicości.

By tam dotrzeć, piękny świat
W pigułce trzeba zmierzyć:
Z drogą wziąć rozbrat,
Podeptać górę śmieci...

By móc spojrzeć w dół, ku wodzie,
Trzeba zejść po szlamiastej półskarpie,
Pełnej pokrzywy, jak w ogrodzie
Niechętnych panien, co zwą się Harpie.

Nim mnie rozerwą parzącą plwociną,
Nadzieję mam zdążyć, chwytając się...

Jest!
Ostatni ratunku... badyl.

[rozglądam się, sprawdzam, ile tym razem pożałuję, jak wiele ubyło, jak bardzo wspomnienie zyskuje...]

Jest
Jak kaduceusz - bez wady
Ożywienia, bez dążenia.

Ponad nim Niebo, nieobecne w jego myśli,
Bladobiałe, osuwa się pod okiem - puste,
Nieciekawe... nic tam nie ma?

Otula go krzewów przerośniętych czereda.
Patrząc na nie,
Gdyby żył, myślałby: życie, to bieda.

Wrzesień już późny;
Wszystko pochyla się, kłania przebrzmiałym nadmiarem
Pod własnym ciężarem
Upada.

Gdzieś, sponad trzcin, pragnąc,
Spóźniona wyrasta macka powoju.
Zamarłej tyczce przydaje stroju
Pasożytniczą mimowolą.

[zimno się robi, zaraz ciemności utopią słoneczne skry w niepokoju pierwocin, w ofierze dla czasów sprzed pierwszej pochodni...]

Niczym kołyska, unosi się nad ziemią,
Śród parujących echem wydalonej wody
Kij obumarły, jak zombie w jemioł
Stroju - jemu już bez szkody.

Czerwone.
Czerwone falują konania,
Nad bagniskiem złotym
Midasowego posłania.

A jeśli spojrzeć nagle wzniesionym wzrokiem,
Znów biel uderza, nie potrzebując okien,
Lecz zaraz poznać dozwala:
Ostatnia światłości dnia fala
Różowo się kładzie
Ponad ustałym stawem, jak na pokładzie...

[ten okręt, którym płynie, zatoczy wielki krąg, lecz kiedy wróci, wszystko, co pamiętało, zginie...]

Może i powój chciałby
W tych luster różanych kąpieli
Uczynić makeup sobie, jak chcieli
Inni, przed nim, co roku, co dnia,
Aż po zimę...

Może,
Lecz ścieżka
Zaraz przygaśnie, bo zorze
Już płyną do innego stawu,
Tam, gdzie lato jest w pełnym kolorze.

Zostanie badyl, wyliniały... ale wróżebny!

[do wiosny... a jak długo ja?]