Płatki kwiatów z łąki,
Kłosy z darów pola,
Półrozkwitłe pąki,
Miód, co daje pszczoła;
Wszystko Tobie ofiaruję,
Siedzącej na tronie Isis,
Przewodzącej boskim chórom,
Rozdającej mleko z misy.
Płatki do stóp twoich,
Kłosy w wianek złoty,
Pąki niech Cię stroją,
Miód - słodki z istoty -
Niech ze złotej czary płynie ,
Poprzez twoje usta, Pani;
Z mlekiem zmieszany i winem,
Ambrozją teraz nazwany!
I jeśli tylko łyk,
W uśmiechu skąpany
Z tego dostanę, w szczyt
Niebios będę brany!
I wyrzeźbię posąg twemu
Obliczu, i ołtarz, i dym
Ofiarny, i pieśń z marmuru:
Wiedź mi, Piękna, śród Bogów prym!
Bo istnienia barwą,
Sensem dążenia, Dniem
Po ciemności marnej
Tyś jest, Laodike!
Znów przebudziłem się pełen przerażenia. Ból rozerwał powieki uśpione w miriadzie gnostyckich światów i generacji. Raz jeszcze zapragnąłem biec i schować się przed gorgonowym wzrokiem Archontów, spoglądających, jak cerber naziemny - z Góry Annoiki. Dusza moja na imię ma Apollodora, bo Pan Światłości mi ją podarował. Niech te wiersze - opowieści o Bogach zrodzonych ze smutku, będą ostatnim tchnieniem dla Niego wdzięczności...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dar. Pokaż wszystkie posty
piątek, 14 lutego 2014
niedziela, 16 czerwca 2013
Dar i przekleństwo
Otrzymałem dar
Od Bogów Jasnych w niebie
I zawistnych kar
Przekleństwo od dni przebieg
Ziemskich, co strzegą
Archontów. Jasność czysta
Budząc się wstęgą
Westchnienia, zanim usta
Zwilży do śpiewu,
Zaraz skradziona spływa
Na dno wyziewów
Podziemnych. Jasność krzywa,
Leniwa jasność;
Nigdy nie ujrzy morza:
Zgubiła hasło,
Duch w niej ciężko zachorzał.
Tu, na powierzchni,
Nie jest już rzeką, wpływa
W grunt ciężki,
Jak wadi, w piach się skrywa.
Czemuż mnie budzi,
Skoro nie poprowadzi
Powyżej ludzi
Przeklętych smolnej kadzi?
Otrzymałem dar
Od Bogów w jakimś niebie,
Lecz biesiad ich gwar
Kołatką tak kolebie,
Że w szczęściu swoim
Przestali słuchać własnych
Dzieci, gdy stoi
Które chwilkę, tam, w Jasnym...
Od Bogów Jasnych w niebie
I zawistnych kar
Przekleństwo od dni przebieg
Ziemskich, co strzegą
Archontów. Jasność czysta
Budząc się wstęgą
Westchnienia, zanim usta
Zwilży do śpiewu,
Zaraz skradziona spływa
Na dno wyziewów
Podziemnych. Jasność krzywa,
Leniwa jasność;
Nigdy nie ujrzy morza:
Zgubiła hasło,
Duch w niej ciężko zachorzał.
Tu, na powierzchni,
Nie jest już rzeką, wpływa
W grunt ciężki,
Jak wadi, w piach się skrywa.
Czemuż mnie budzi,
Skoro nie poprowadzi
Powyżej ludzi
Przeklętych smolnej kadzi?
Otrzymałem dar
Od Bogów w jakimś niebie,
Lecz biesiad ich gwar
Kołatką tak kolebie,
Że w szczęściu swoim
Przestali słuchać własnych
Dzieci, gdy stoi
Które chwilkę, tam, w Jasnym...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
