wciąż istnieją jeszcze jakieś możliwości
chociaż kości
starsze niźli dawniej w czasach marzeń
choć się przyjaciele w bezchwale
nicości
rozpłynęli i pusto w barze
dla życiowych kalek
wciąż istnieją jakieś możliwości
ciągle rościć
sobie chce się swe pretensje tu i ówdzie
chociaż wiadomo od lat doskonale
że mości
nie zejdzie się z panem bo luźniej
od ambicji do zalet
wciąż istnieją możliwości
aczkolwiek coś ci
chyba nie wyszło jak mantra sumienia
powtarza się nazbyt stale
włości
marazmu nijak nie zmienia
już łezka z żalem
istnieją możliwości
w ciemności
staje się pytaniem pustce zadanym
retoryczną figurą metaforą
troski
o przyszłość co stała się znanym
a znane zmorą
możliwości
nie gości
już ciało zgnuśniałe ni umysł sterany
rutyną pogrążony w letejskiej wodzie
nieboski
cuchnąco jątrzą się rany
lecz żyć trzeba w zgodzie
Znów przebudziłem się pełen przerażenia. Ból rozerwał powieki uśpione w miriadzie gnostyckich światów i generacji. Raz jeszcze zapragnąłem biec i schować się przed gorgonowym wzrokiem Archontów, spoglądających, jak cerber naziemny - z Góry Annoiki. Dusza moja na imię ma Apollodora, bo Pan Światłości mi ją podarował. Niech te wiersze - opowieści o Bogach zrodzonych ze smutku, będą ostatnim tchnieniem dla Niego wdzięczności...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złamanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złamanie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 7 stycznia 2017
Możliwości
Etykiety:
bezsilność,
cykl życia,
czas,
klęska,
marazm,
możliwości,
myśli,
przemijanie,
rutyna,
starzenie,
ślepa uliczka,
utrata,
utrudnienie,
złamanie,
zmęczenie
sobota, 24 stycznia 2015
Dojrzałość
z wielkich marzeń
przelanych niewypłyniętą krwią
pozostały jedynie
nędzarza drobne przyjemności
czasu kosiarze
eony w trąby już dmą
i zaraz dzień przeminie
i już kruszeją kości
myśl o karze
za grzechy kwiatów miot
wydaje co wzrośnie w dynie
wydrążone z litości
jeszcze się żarzę
udaję jeszcze jakiś pląs
w nadziei że odczynię
złego oka dotyk złości
unoszony na parze
co zaraz się skropli wgłąb
acheronu kąpiel w winie
odgrywam choć już sumienie pości
na zawsze razem
ja i mój sen za progiem mąk
do studni schodzimy na linie
by wytrwać w nicości
przelanych niewypłyniętą krwią
pozostały jedynie
nędzarza drobne przyjemności
czasu kosiarze
eony w trąby już dmą
i zaraz dzień przeminie
i już kruszeją kości
myśl o karze
za grzechy kwiatów miot
wydaje co wzrośnie w dynie
wydrążone z litości
jeszcze się żarzę
udaję jeszcze jakiś pląs
w nadziei że odczynię
złego oka dotyk złości
unoszony na parze
co zaraz się skropli wgłąb
acheronu kąpiel w winie
odgrywam choć już sumienie pości
na zawsze razem
ja i mój sen za progiem mąk
do studni schodzimy na linie
by wytrwać w nicości
![]() |
| Hans Memling - Vanity and Salvation |
Etykiety:
Acheron,
bezsilność,
biada,
kąpiel,
marność,
niebyt,
nieodwracalne,
podróż,
przemijanie,
sen,
śmierć,
taniec,
wieczność,
zapomnienie,
złamanie
czwartek, 18 września 2014
Dzienniczek Wicekrólowej Saskii
Teofano nie może już
Podejmować decyzji:
Opanowała ją ziębiąca groza
Khaalde - Demona zamkniętych drzwi.
Widziano królową, jak nóż
Chwyciwszy, drżąco gładzi
Ostrzem pierś - bezwzrocznie - jak gdyby spoza
Własnej duszy, aż poza kres dni...
Wydała mi rozkaz, by złóż
Bronić, aż w górach Myzji:
Niepomna; wszak sama widziała pożar,
Co rozwiał rudy śród pylnych zgliszcz...
Nadciąga Laodike, w mórz
Zbrojowych świetle bladym,
Siejąc Chaos; w czyich będziem obozach
Pod Stratonikeją - nie wie nikt.
![]() |
| William Blake - "The Triple Hecate" (1795) - by wikipedia |
wtorek, 29 lipca 2014
Tylko pasywa
Wszystko już oddałem:
Przeszłość, marzenia i chwałę
Niespełnionych czekań.
Malutkie "Ja" niesie rzeka.
Pozbawione wioseł,
Słabe, jak ten uschły kłosek,
Bezradne, skurczone,
Cudzego steru czepione,
Drży i kwili cicho;
Teraz nie ma już jak wysiąść...
Teraz choćby Słońce
Prażyło - nie kucnie w norce,
Choćby burza sroga
Szalała, nie będzie droga
Przerwana w zatoczce,
Co dawniej ulżyła trosce.
Buduję, śród błota,
W wielkich, publicznych robotach,
Zleconych podpisem
Niemojej dłoni; za misę
Pocieszeń, za zastrzyk
Z otumanienia - na capstrzyk.
Buduję katedrę,
Choć w szałasie lichym ziębnę.
Przeszłość, marzenia i chwałę
Niespełnionych czekań.
Malutkie "Ja" niesie rzeka.
Pozbawione wioseł,
Słabe, jak ten uschły kłosek,
Bezradne, skurczone,
Cudzego steru czepione,
Drży i kwili cicho;
Teraz nie ma już jak wysiąść...
Teraz choćby Słońce
Prażyło - nie kucnie w norce,
Choćby burza sroga
Szalała, nie będzie droga
Przerwana w zatoczce,
Co dawniej ulżyła trosce.
Buduję, śród błota,
W wielkich, publicznych robotach,
Zleconych podpisem
Niemojej dłoni; za misę
Pocieszeń, za zastrzyk
Z otumanienia - na capstrzyk.
Buduję katedrę,
Choć w szałasie lichym ziębnę.
poniedziałek, 28 lipca 2014
Praktyczne ukojenie
Ukoję twój ból, Kochanie:
Za tych sto rozbitych szklanek
Praktyczny kubek z plastiku,
Za czas - całusów bez liku:
I za czas, gdy mnie nie było,
I za chwile, kiedy bryłą
Kłótliwą oblepialiśmy
Każdą jawę i wszystkie sny,
I za momenty sciszone
Od słów na prędce chybionych,
I za wybór - które z naszych
Serc na budów złamać zaczyn...
Pocałuję Cię, utulę,
Może nawet Ci koszulę
Uprasuję, ale w końcu
Zamilcz, moje małe Słońce!
Zamilcz i nie pytaj więcej,
Jak ukoić drganie w szczęce,
Po stracie samego siebie.
Przecież nikt wszystkiego nie wie!
Za tych sto rozbitych szklanek
Praktyczny kubek z plastiku,
Za czas - całusów bez liku:
I za czas, gdy mnie nie było,
I za chwile, kiedy bryłą
Kłótliwą oblepialiśmy
Każdą jawę i wszystkie sny,
I za momenty sciszone
Od słów na prędce chybionych,
I za wybór - które z naszych
Serc na budów złamać zaczyn...
Pocałuję Cię, utulę,
Może nawet Ci koszulę
Uprasuję, ale w końcu
Zamilcz, moje małe Słońce!
Zamilcz i nie pytaj więcej,
Jak ukoić drganie w szczęce,
Po stracie samego siebie.
Przecież nikt wszystkiego nie wie!
piątek, 21 marca 2014
Podwodna Bogini
Podwodna Bogini
Przygląda się rybom
Wieczyście zdziwiona
Kamienna Bogini
Ułożona krzywo
Pręży w muł ramiona
Upadła Władczyni
Wolą już bezsilną
Czas pragnie pokonać
Zapomniana Pani
Niepowolna pływom
W dumie własnej kona
Nie ma już przystani
U której dym siwo
Jej wznosił lud z kolan
Nie można uczynić
Nic by z głazu żywą
Pieśń dobyć w milionach
Pozostaje winić
Czas zaglądać rybom
W oczy więdnąć w toniach
Przygląda się rybom
Wieczyście zdziwiona
Kamienna Bogini
Ułożona krzywo
Pręży w muł ramiona
Upadła Władczyni
Wolą już bezsilną
Czas pragnie pokonać
Zapomniana Pani
Niepowolna pływom
W dumie własnej kona
Nie ma już przystani
U której dym siwo
Jej wznosił lud z kolan
Nie można uczynić
Nic by z głazu żywą
Pieśń dobyć w milionach
Pozostaje winić
Czas zaglądać rybom
W oczy więdnąć w toniach
Etykiety:
bezsilność,
bogowie,
kamień,
leżący,
ołtarz,
pogaństwo,
przemijanie,
przetrwanie,
przodkowie,
religia,
smutek,
upadek pogan,
wspomnienie,
zapomnienie,
złamanie
sobota, 11 stycznia 2014
Wymiar uszczęśliwienia
Pokażę Ci wymiary prawdziwego szczęścia:
Sprzątanie, karmienie, zmywanie, podcieranie,
Usypianie, szukanie herbatki na wzdęcia,
Pilnowanie, przewijanie, tulenie, pranie...
...Niedospanie, znużenie, błądzenie, bałagan,
Bezład, frustrację, rezygnację, irytację,
Czarną przepaść, chłonącą skowyt wszelkich błagań:
O litość, o cofnięcie czasu, o... Znów kolacja,
Znów śniadanie, znów obiadek, znowu pranie, wzrok
Wpatrzony znów w termometr, w kaszel, w chrypkę, w karczek,
Nóżki; znów ten pośpiech, serca bicie - znów amok
Sprzątania, karmienia, zmywania... I nic żartem,
Nic na niby, nic na chwilę, nic beztrosko, nic
Z tych rzeczy, co już były i nie wrócą nigdy;
Wraca za to regularnie: jednostajny krzyk,
Zmywanie, kupka, wycofanie w otchłań krzywdy...
Żółci, co odkłada się w wątrobie nie zmyje
Zmywanie, nie zetrze podcieranie, nie uśpi
Usypianie. Podchodzi aż pod samą szyję,
Wylewa się, wzrasta, wybucha!!!... Csiii.... Dziecko śpi...
Śpi... Śpi... Śpi... wszelkie marzenie, szczęście, spełnienie;
Śpi owoc rozkoszy, śpi boska nagroda, moc
Cudu wcielona, nie kwili, chwili przez mgnienie...
Boże! Niech się nie budzi!... Przespać choć jedną noc...
niedziela, 24 listopada 2013
Pogrzebanie Juana II Księcia Gandii
Zabijałeś, mój synu, a teraz, teraz
Będziesz grzebany - to ostatnia potrzeba.
Niech już nie patrzą na Ciebie, by łzy sprzedać
Tanie; starczy moje ich wylanie szczere.
Nauczyłem Cię wszystkiego, czym dziś... broczysz;
Pokazałem, jak z wysoka patrzeć w nocy
Mroki, jak się nie bać wrogów i wszechmocy
Boga, jak od wiary ku potędze kroczyć.
Nauczyłem, namaściłem, wyprawiłem
W drogę, która piękne miała tylko chwile.
Wiń mnie synu, tam, w zaświatach! Wiń, na ile
Winić może trup topielca, Tybru iłem
Przyodziany na piekielną drogę w ciemność.
Moje Dziecię! Tobie dałem mroki w lenno,
Może przeto tam, po drugiej stronie, zadość
Czynić będzie twa domena czarcim hienom...
Zadość... Zwróć im znak ganfaloniere, zwróć im
Tytuł w Gandii, Sessie, Neapolu; z krótszym
Mianem, z bledszym wianem, tylko wróć! Och, jak złym
Ci byłem ojcem! Jaki świat jest dziś pusty
Bez Ciebie, śród oblegających gród Forlì,
Śród walczących z chorągwiami wielkiej Francji,
Śród watykańskich korytarzy, skąd orli
Twój wzrok świateł czerwonych patrzył Subury...
Dziś już nie trza Ci ognia hrabin-kurtyzan;
O, mój Juanie! Niech tu, w ogrodzie, bryza
Ukoi zastygły już w tobie szał życia.
Teraz znów mi bądź małym chłopcem. Od krzyża,
Z dala od tego krzyża, co Cię wyklętym
Uczynił, wezmę Cię znów, jak przed laty, nim
Zadnieje, zaniosę pod wyniosły cyprys
I dłońmi dół wykopię, płaczem bezsilnym
Obmyję... Bez Ciebie brak mi sił... Brak mi sił...
Będę Cię widział, gdy zimą wiatr będzie wył
W gałęziach, gdy topiel rozpaczy, świat, co zgnił
Wraz z Tobą z mej ręki, i mych dopłynie żył.

Ten wiersz został zainspirowany sceną z serialu "Rodzina Borgiów" (oryg. "The Borgias" - N. Jordan, 2011-2013, Showtime), kiedy papież Aleksander VI własnoręcznie grzebie w ogrodzie swego ukochanego syna Juana Borgię.
Będziesz grzebany - to ostatnia potrzeba.
Niech już nie patrzą na Ciebie, by łzy sprzedać
Tanie; starczy moje ich wylanie szczere.
Nauczyłem Cię wszystkiego, czym dziś... broczysz;
Pokazałem, jak z wysoka patrzeć w nocy
Mroki, jak się nie bać wrogów i wszechmocy
Boga, jak od wiary ku potędze kroczyć.
Nauczyłem, namaściłem, wyprawiłem
W drogę, która piękne miała tylko chwile.
Wiń mnie synu, tam, w zaświatach! Wiń, na ile
Winić może trup topielca, Tybru iłem
Przyodziany na piekielną drogę w ciemność.
Moje Dziecię! Tobie dałem mroki w lenno,
Może przeto tam, po drugiej stronie, zadość
Czynić będzie twa domena czarcim hienom...
Zadość... Zwróć im znak ganfaloniere, zwróć im
Tytuł w Gandii, Sessie, Neapolu; z krótszym
Mianem, z bledszym wianem, tylko wróć! Och, jak złym
Ci byłem ojcem! Jaki świat jest dziś pusty
Bez Ciebie, śród oblegających gród Forlì,
Śród walczących z chorągwiami wielkiej Francji,
Śród watykańskich korytarzy, skąd orli
Twój wzrok świateł czerwonych patrzył Subury...
Dziś już nie trza Ci ognia hrabin-kurtyzan;
O, mój Juanie! Niech tu, w ogrodzie, bryza
Ukoi zastygły już w tobie szał życia.
Teraz znów mi bądź małym chłopcem. Od krzyża,
Z dala od tego krzyża, co Cię wyklętym
Uczynił, wezmę Cię znów, jak przed laty, nim
Zadnieje, zaniosę pod wyniosły cyprys
I dłońmi dół wykopię, płaczem bezsilnym
Obmyję... Bez Ciebie brak mi sił... Brak mi sił...
Będę Cię widział, gdy zimą wiatr będzie wył
W gałęziach, gdy topiel rozpaczy, świat, co zgnił
Wraz z Tobą z mej ręki, i mych dopłynie żył.
Ten wiersz został zainspirowany sceną z serialu "Rodzina Borgiów" (oryg. "The Borgias" - N. Jordan, 2011-2013, Showtime), kiedy papież Aleksander VI własnoręcznie grzebie w ogrodzie swego ukochanego syna Juana Borgię.
piątek, 26 kwietnia 2013
Ciche łkania nad stawem
dziewczę oddaje się kochankowi
wiosnę by w srom chłonny złowić
i pochylają się drzewa
i trzciny szuwarne śpiewają
a tafla nad stawem ich ciała ogrzewa
bezwietrznym ruchem czuwając
w zamyśle o cieniach
w kwietnych wskrzeszeniach
niech mają
niech czynią, co trzeba
wiosnę by w srom chłonny złowić
i pochylają się drzewa
i trzciny szuwarne śpiewają
a tafla nad stawem ich ciała ogrzewa
bezwietrznym ruchem czuwając
w zamyśle o cieniach
w kwietnych wskrzeszeniach
niech mają
niech czynią, co trzeba
Subskrybuj:
Posty (Atom)







