Without hope you cannot start a day
Śpiewa Anderson
Tylko w mojej głowie
Zresztą kłamie
W radiu puszczają włoskie requiem
Człowiek chce się zaraz wieszać
Jak oni to znosili w tym szesnanstym wieku?
Moje dłonie
Nie mogę ich unieść
Tak, jak powiek spod pierzyn ciemności
Moje dłonie
Tak się zestarzały
Choć nie zdołały niczego zdziałać
Jak ja to znoszę w tym wieku?
NIe miałbym siły się powiesić
Nawet, gdyby śpiewał La Vey
Już wiem
Wiem, co tłumi strach unicestwienia
To znój istnienia, beznadzieja
Codzienność... i kłamstwa Andersona
Znów przebudziłem się pełen przerażenia. Ból rozerwał powieki uśpione w miriadzie gnostyckich światów i generacji. Raz jeszcze zapragnąłem biec i schować się przed gorgonowym wzrokiem Archontów, spoglądających, jak cerber naziemny - z Góry Annoiki. Dusza moja na imię ma Apollodora, bo Pan Światłości mi ją podarował. Niech te wiersze - opowieści o Bogach zrodzonych ze smutku, będą ostatnim tchnieniem dla Niego wdzięczności...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmrok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmrok. Pokaż wszystkie posty
środa, 2 października 2013
czwartek, 4 października 2012
Pod powiekami
Pismo automatyczne.
Rozsypane wątki, niezebrane chwile...
Wszystko zmęczone, bez lirycznej
Gali... jak... byle...
Zamiast wielkich,
Szare.
Zamiast pięknych,
Stare
Cichce - ciemności ołtarz za bramą
Wiecznego nieotwarcia.
Pod nią dusze wszystkie skamlą,
Błagając o odarcie
Z resztek czucia;
Pod nią proch z rozpadłych kości
U tronu Ereszkigal,
Która spaliła jaźń.
Tak wygląda zmęczenie...
I natręctwo, i ... już dnieje; trzeba zamykać.
[chowają się zmroki, uciekają uroki, po kątach gdzieś przepadają strzygi, aby ustąpić miejsca deszczowemu porankowi i pocałunkom śmierci... w biurze]
Rozsypane wątki, niezebrane chwile...
Wszystko zmęczone, bez lirycznej
Gali... jak... byle...
Zamiast wielkich,
Szare.
Zamiast pięknych,
Stare
Cichce - ciemności ołtarz za bramą
Wiecznego nieotwarcia.
Pod nią dusze wszystkie skamlą,
Błagając o odarcie
Z resztek czucia;
Pod nią proch z rozpadłych kości
U tronu Ereszkigal,
Która spaliła jaźń.
Tak wygląda zmęczenie...
I natręctwo, i ... już dnieje; trzeba zamykać.
[chowają się zmroki, uciekają uroki, po kątach gdzieś przepadają strzygi, aby ustąpić miejsca deszczowemu porankowi i pocałunkom śmierci... w biurze]
Subskrybuj:
Posty (Atom)

