Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strach. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2019

Mors mea atrox erit

ciągle się boję
że tuż za rogiem
czai się koniec

i nie jest motylem czarnoskrzydłym
o pałających ślepiach
co trzepotem w wietrzny chaos wydmy
wzbija w czasu stepach

nie jest krzykiem potępienia
predestynowanych
ni co lśnienie w mrok zmienia
złem od urażonej many

nie jest sądem ni rozdrożem
ni drzwiami
nie czeka aż się ukorzę
gdy sumienie plami

lecz jedynie
przewinie mnie
jak szpulę w kinie

jedynie

Dziga Vertov [Public domain]











Ilustracja stworzona za pomocą narzędzia DALL·E OpenAI” 241002


poniedziałek, 30 listopada 2015

Polodowcowe moczary

Podrostek za wcześnie zbudzony
Nie umiał już wzrokiem ujść
Nagich pól, białych kości Strony.

Przytłumić go zdołał jeno czas,
Co sypie piach, miast fale pruć;
W bagnisku dni wypłowiał Furii blask.

I teraz pragnąłby Ni-Stary-Ni-Młody,
Jak trąd, odrywać swój skorupny strój
- Aż po duszy czyste, szkliste lody...

Lecz się stopiły, a wody z nich
Wsiąkły w czasu piach i w trudu gnój;
Hadesu firn w bulgocie lepkim scichł.

John Bauer - Rottrollen

niedziela, 3 sierpnia 2014

Przedszczek

Kompletna cisza, bez powiewu:
Tak wygląda świat w przeddzień gniewu.

Tam wszystko już przygotowane;
Tu domy ciche i zaspane.

Czwartej masakry już nie będzie.
Niczego nie będzie już wszędzie.

Lecz jeszcze przedszczek dopiero,
Choć słychać już tętent ogierów,

Słychać już wycie zza granicy
Szeolu; znać skry nawałnicy.

Dziś mam dzieci i piękną żonę
Jutro pójdę w nieznaną stronę...

Trzystu zginęło, lecąc do wód;
Hades okazał swój wielki głód!

Nikt znów nas zbrojnie nie obroni
- Nim tu dotrą, zobaczę koniec.

Dziewczynik! Dokąd mam Was wysłać,
Gdy Zachód, to islamu wyspa,

A Azja sprzymierza się właśnie
Z potęgą Szatana!? Nim zgaśnie

Wszystko, chciałbym choć spojrzeć jeszcze
Na Wasze twarzyczki - bezpieczne...

Wszystko płynie, wszystko przemija,
Los ludzki to wina niczyja.

And old people don't cry for they know
It's no worth, when buried is whole hope.


poniedziałek, 26 maja 2014

Wyrocznia Utraty

śniło mi się
że jestem w starym domu
tym do którego wracam nikomu
nie mówiąc nawet sobie

i znów się bałem
że już inne duchy ogień
tam niecą w kuchni a ja czerń
tylko zbieram całą

lecz zwykle
choć na cieniu dawnej kanapyp
kłaść się mogę na moment by znaczyć
przeszłość zamilkłą

tym razem w oknie
nie było zielonych odblasków
wiecznego lata lecz krwawa brzasku
krasa co nigry nie moknie

tym razem duszność
pyłów kwietnego falami płomieni
wybuchu zębami lgnęła odmienić
widnokrąg krzycząć już dość

i niebo rozświetliły
pulsujące cyfry płacząc drgając
wijąc się bo szedł po nie pająk
pożerający pierwiastkujący dzielący siły

i spłynął sok
upadłych milionów pomiędzy
budynki gdy drżały w ostatki nędzy
by przeżyć choć jeszcze krok

lecz on je zatopił
i rozlewał się dalej z rumorem
w garncu z gruzów warząc nową porę
doby lęk ponad wszelki opis

uciekłem
i spotkałem kobietę co wyszła z choroby
z jej ust wydostała się postać bez mowy
siejąca piekłem

PORZUĆ MARZENIA
zabrzmiała niewysłowieniem
a przecież ją kochałem to brzemię
wszelkie wyłącza roszczenia

wróciłem do drzwi
domu którego już nie ma
w skłębionym tłumie poszarpańców z nieba
błagałem by zów móc się żywić

lecz nikt nie słuchał
łaknienie snu w bezennym śnieniu
będzie już nieskończoną wędrówką nie w dniu
i nie nocą w zwiedzionych odruchach


czwartek, 23 stycznia 2014

Wianek Hekate


Starucha o żelaznoszarej cerze
Objawia się śród cieni mroźnej nocy.
Przygarnia wiatr, mamrocząc coś w ofierze
Dla drgań, szelestów, przyczajonej mocy.

Spod dziur w łachmanach wyzierają kości,
Bielone wapnem zmarłych na zarazę.
Jej twarz już to grymas wykrzywia złości,
Już to skuwa w lód milknąca odraza.

Oto unosi się w wirze powiewów
Zaklętych; nie dotykając już ziemi,
Skaleczonemu przygląda się drzewu:
Rana wiedzie do grobu - u korzeni.

Wyciąga dłoń, szorstko zagłębia w dziupli:
Aż konar zawył!... (A może... to tylko
Głosy nienasyceń wichrowych kłótni,
Może śpiew wader, ku biegnącym wilkom?)

Starucha o żelaznoszarej twarzy
Podnosi w tryumfie kikut zmarzłej dłoni.
Niebo jest siwe, jak ci w ziemi - starzy...
A ona wianek układa na skroni...


piątek, 3 stycznia 2014

Domek na odludziu

Otwiera się okno od zewnętrznej strony:
Zamiera wszystko bez sił do obrony;
Chłód, na białym rumaku skrzydlatym, dmie
Wzorzyste gwiazdy, wciskając w usta śmierć!

W usta otwarte przerażeniem, w usta bez
Barw, jedyne czarne cierpieniem po kres
Ciemności świata; wlewa białe olśnienie
Ten Chłód, ten Ziąb, wytworny swym bezdrżeniem.

Byliśmy przy telewizorze. Zmęczony
Czajnik krztusił się parą. Niezjedzony
Obiad okupował stół. Dzieci w przedpółśnie:
Jękliwe, gderliwe, kapryśne i złe...

Ujrzał nas Chłód, zobaczył Ziąb, śród ciepłych łez
Tętniących; upuścił, zagubił śmierć śród tęcz...
Zamyka się okno, blednie trwogi skrzenie.
Odjeżdża. Poczeka. Dzieci? Nie, nie... nie...


sobota, 5 października 2013

ISON

koronalny wyrzut masy
przybywa niebieska kaczyna
ja-syn
ja-słońce
ja-spełnienie
ja lament i piołun

czytajcie apokalipsę
wypatrujcie końca co wszystko zaczyna
może już czas
może zniszczeniem
może karą i sponiewieraniem
może oto buduje się niebiańska świątynia

a jeśli nie nawet
bo wszystko spali znów na zaczynach
zawsze warto
zawsze trzeba
zawsze niepokój każe
zawsze jednemu świeczkę drugiemu ogarek

ostatecznie cóż to za różnica
czy koniec świata i sąd i kara i wina
jak trąd czy
jak złodziej nocą
jak spotyka wszystkich razem czy
jak każdego w samotnym piekle z osobna

środa, 2 października 2013

Zniszczonek #131002 {RONDO}

Without hope you cannot start a day
Śpiewa Anderson
Tylko w mojej głowie
Zresztą kłamie

W radiu puszczają włoskie requiem
Człowiek chce się zaraz wieszać

Jak oni to znosili w tym szesnanstym wieku?

Moje dłonie
Nie mogę ich unieść
Tak, jak powiek spod pierzyn ciemności

Moje dłonie
Tak się zestarzały
Choć nie zdołały niczego zdziałać

Jak ja to znoszę w tym wieku?

NIe miałbym siły się powiesić
Nawet, gdyby śpiewał La Vey

Już wiem
Wiem, co tłumi strach unicestwienia
To znój istnienia, beznadzieja
Codzienność... i kłamstwa Andersona


piątek, 30 sierpnia 2013

Krannejski marsz

Byłem pod Krannon, byłem pod Ipsos, widziałem
Zmierzch nadziei i upadek ciemiężycieli,
Splecione ran zmieszaniem, jako jednym ciałem.   

Byłem pod Panion, byłem pod Pydną! Przelane
Strugi chłopskiej krwi, której królowie nie mieli,
Żeby szafować w nadmiarze, porwały w taniec

Demony kurzu, piaskowe gnomy, szkarłatne
Chochliki rozlewu płaczu, wyjące strachem
Konania! Nieważne: obce, ani, czy bratnie,

Wszystkie te dusze, które spotkałem, Arachne
Tka wciąż na swych kobiercach z jednakim rozmachem.
Wszystkie, od zagubienia, bez snu, cierpią strasznie.

Zmieniają się w duchy nieczyste, duchy chrome,
Co w kolejnych zapalczywościach u żyjących
Widzą rozbłyski jedyne w ciemnościach. Domem

Ich jest ciągłe szukanie kolejnych, wśród komend,
By walczyć, ginących. Zdążają, jak pies gończy
Porywać, gdzie rządzi w kirze Styksowy Komes.

Przeżyłem Kanny, uciekłem znad Trazymeńskiej
Wody, rodzącej trupy we mgłach, płynących przez
Tysiąclecia. Szczęk w wycie się zmienił pod piskiem

Lecących bomb, a Ich wołania są tak bliskie
Niezmiennie; nie chcą tonąć wciąż w głębszych morzach łez,
Nieukojone, aż tron przejmie Bóstwo... żeńskie.

środa, 12 czerwca 2013

U wrót srogości

Boję się, że nadejdziesz,
Na ustach ze szminką w Erynie,
Że Słońce krwawo wzejdzie,
Pijane gniewu twego winem.

Niech oczy me zamilkną,
Niech katakumby skryją myśli
Drżenie, zanim, jak wilk na
Łowach, osaczysz mnie i zniszczysz.

Boję się, że otworzysz
Otchłanie z płynnego bazaltu,
Że spłonę, przygnieciony
Rozmiarem ziejących bezkształtów.

Nie poruszam się duchem,
Unikam dotyku powietrza,
Tego, co je chłonąc, tchem
Zjadliwym wysyłasz na potrzask.

I tak zaraz mnie znajdziesz.
Poruszam się przecież w akwarium,
Którego pożerasz brzeg.
Na ścieżce czarnych bachanaliów

Jesteś Studnią, w krąg której
Z nawiniętymi na kołowrót
Biegam jelitami: lżej
Ginąć pustszym o każdy obrót...