Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przerażenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przerażenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 sierpnia 2014

Przedszczek

Kompletna cisza, bez powiewu:
Tak wygląda świat w przeddzień gniewu.

Tam wszystko już przygotowane;
Tu domy ciche i zaspane.

Czwartej masakry już nie będzie.
Niczego nie będzie już wszędzie.

Lecz jeszcze przedszczek dopiero,
Choć słychać już tętent ogierów,

Słychać już wycie zza granicy
Szeolu; znać skry nawałnicy.

Dziś mam dzieci i piękną żonę
Jutro pójdę w nieznaną stronę...

Trzystu zginęło, lecąc do wód;
Hades okazał swój wielki głód!

Nikt znów nas zbrojnie nie obroni
- Nim tu dotrą, zobaczę koniec.

Dziewczynik! Dokąd mam Was wysłać,
Gdy Zachód, to islamu wyspa,

A Azja sprzymierza się właśnie
Z potęgą Szatana!? Nim zgaśnie

Wszystko, chciałbym choć spojrzeć jeszcze
Na Wasze twarzyczki - bezpieczne...

Wszystko płynie, wszystko przemija,
Los ludzki to wina niczyja.

And old people don't cry for they know
It's no worth, when buried is whole hope.


piątek, 3 stycznia 2014

Domek na odludziu

Otwiera się okno od zewnętrznej strony:
Zamiera wszystko bez sił do obrony;
Chłód, na białym rumaku skrzydlatym, dmie
Wzorzyste gwiazdy, wciskając w usta śmierć!

W usta otwarte przerażeniem, w usta bez
Barw, jedyne czarne cierpieniem po kres
Ciemności świata; wlewa białe olśnienie
Ten Chłód, ten Ziąb, wytworny swym bezdrżeniem.

Byliśmy przy telewizorze. Zmęczony
Czajnik krztusił się parą. Niezjedzony
Obiad okupował stół. Dzieci w przedpółśnie:
Jękliwe, gderliwe, kapryśne i złe...

Ujrzał nas Chłód, zobaczył Ziąb, śród ciepłych łez
Tętniących; upuścił, zagubił śmierć śród tęcz...
Zamyka się okno, blednie trwogi skrzenie.
Odjeżdża. Poczeka. Dzieci? Nie, nie... nie...


poniedziałek, 7 października 2013

Socjofobia

stado
śmierdzące bawoły
gnająca na zatracenie masa
taniec podeptań potok potrąceń
czerń cisnąca upchaniem duszności

nic nie widzę nie mogę oddychać

jadą
pływają śród smoły
rozlewanej z ich własnych gardzieli
opluwają się wzrokiem ścigając
dyszel kieratu padają wstają

nie chcę ich widzieć nie chcę oddychać

radość
kradziona pospołu
kradziona wzajem odsprzedawana
wleczona skonana poszarpana
jak ciało hektora u bram troi

oni mnie widzą choć nie oddycham

nago
wrzucają w te doły
nad którymi śmiech ich nie ustaje
nad którymi tańcują aż do krwi
mojej aż do bulgotu z ust do wyć

już nie dbają że nie oddycham

piątek, 30 sierpnia 2013

Krannejski marsz

Byłem pod Krannon, byłem pod Ipsos, widziałem
Zmierzch nadziei i upadek ciemiężycieli,
Splecione ran zmieszaniem, jako jednym ciałem.   

Byłem pod Panion, byłem pod Pydną! Przelane
Strugi chłopskiej krwi, której królowie nie mieli,
Żeby szafować w nadmiarze, porwały w taniec

Demony kurzu, piaskowe gnomy, szkarłatne
Chochliki rozlewu płaczu, wyjące strachem
Konania! Nieważne: obce, ani, czy bratnie,

Wszystkie te dusze, które spotkałem, Arachne
Tka wciąż na swych kobiercach z jednakim rozmachem.
Wszystkie, od zagubienia, bez snu, cierpią strasznie.

Zmieniają się w duchy nieczyste, duchy chrome,
Co w kolejnych zapalczywościach u żyjących
Widzą rozbłyski jedyne w ciemnościach. Domem

Ich jest ciągłe szukanie kolejnych, wśród komend,
By walczyć, ginących. Zdążają, jak pies gończy
Porywać, gdzie rządzi w kirze Styksowy Komes.

Przeżyłem Kanny, uciekłem znad Trazymeńskiej
Wody, rodzącej trupy we mgłach, płynących przez
Tysiąclecia. Szczęk w wycie się zmienił pod piskiem

Lecących bomb, a Ich wołania są tak bliskie
Niezmiennie; nie chcą tonąć wciąż w głębszych morzach łez,
Nieukojone, aż tron przejmie Bóstwo... żeńskie.

środa, 12 czerwca 2013

U wrót srogości

Boję się, że nadejdziesz,
Na ustach ze szminką w Erynie,
Że Słońce krwawo wzejdzie,
Pijane gniewu twego winem.

Niech oczy me zamilkną,
Niech katakumby skryją myśli
Drżenie, zanim, jak wilk na
Łowach, osaczysz mnie i zniszczysz.

Boję się, że otworzysz
Otchłanie z płynnego bazaltu,
Że spłonę, przygnieciony
Rozmiarem ziejących bezkształtów.

Nie poruszam się duchem,
Unikam dotyku powietrza,
Tego, co je chłonąc, tchem
Zjadliwym wysyłasz na potrzask.

I tak zaraz mnie znajdziesz.
Poruszam się przecież w akwarium,
Którego pożerasz brzeg.
Na ścieżce czarnych bachanaliów

Jesteś Studnią, w krąg której
Z nawiniętymi na kołowrót
Biegam jelitami: lżej
Ginąć pustszym o każdy obrót...