Odrąbano mi dłonie, przypiekając kikuty
Z wielką uwagą, by nie wykrwawić ran rozprutych.
Wytrzebiono mnie: tak z penisa, jako i z jąder;
Wszak ranę zszyto - z otworem na mocz - bardzo mądrze.
Odjęto mi język i wybito wszystkie zęby;
Bez nosa i uszu i tak urok zblakłby z gęby.
Ważne, że nad wszystkim wprawny czuwał ciągle lekarz,
A służki Pani okłady dawały mi z mleka.
Przez to wciąż dycham, biegnąc za żelaznym powrozem,
Co łączy kaleką nagość z królewskim powozem.
Pani jest dobra, Pani - łagodna; pozwala jeść,
Cokolwiek upuści ze stołu rozluźniona pięść.
Zaś ja się cieszę, jak zwierzę starannie szkolone:
W końcu nie każdy Królową może mieć za... żonę.
Znów przebudziłem się pełen przerażenia. Ból rozerwał powieki uśpione w miriadzie gnostyckich światów i generacji. Raz jeszcze zapragnąłem biec i schować się przed gorgonowym wzrokiem Archontów, spoglądających, jak cerber naziemny - z Góry Annoiki. Dusza moja na imię ma Apollodora, bo Pan Światłości mi ją podarował. Niech te wiersze - opowieści o Bogach zrodzonych ze smutku, będą ostatnim tchnieniem dla Niego wdzięczności...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzekucja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzekucja. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 21 sierpnia 2014
poniedziałek, 28 lipca 2014
Śmierć Perdikkasa
Wszystko znika
Rozwiewa się świat
Drzewo rozmywa się
Wśród toni rozgałęzień
Ja Perdikkas
Nie liczę już strat
Bitwy zlanej płaczem
Rzeki obfitej w węże
Pozostałem sam w namiocie
Którego ściany rozerwą
Zaraz mieczami siepacze
Pozostałem sam w tej armii
Upadłej straconą werwą
Sytych już nic nie nakarmi
To koniec bycia mężem
Kres którego zasięg
Wskaże stosu znak
Śmierć czas witać
Kloto ostatni wiedzie
Scieg do smetnych pasiek
Zapomnienia zjaw
Noc jest cicha
Rozwiewa się świat
Drzewo rozmywa się
Wśród toni rozgałęzień
Ja Perdikkas
Nie liczę już strat
Bitwy zlanej płaczem
Rzeki obfitej w węże
Pozostałem sam w namiocie
Którego ściany rozerwą
Zaraz mieczami siepacze
Pozostałem sam w tej armii
Upadłej straconą werwą
Sytych już nic nie nakarmi
To koniec bycia mężem
Kres którego zasięg
Wskaże stosu znak
Śmierć czas witać
Kloto ostatni wiedzie
Scieg do smetnych pasiek
Zapomnienia zjaw
Noc jest cicha
poniedziałek, 7 października 2013
Socjofobia
stado
śmierdzące bawoły
gnająca na zatracenie masa
taniec podeptań potok potrąceń
czerń cisnąca upchaniem duszności
nic nie widzę nie mogę oddychać
jadą
pływają śród smoły
rozlewanej z ich własnych gardzieli
opluwają się wzrokiem ścigając
dyszel kieratu padają wstają
nie chcę ich widzieć nie chcę oddychać
radość
kradziona pospołu
kradziona wzajem odsprzedawana
wleczona skonana poszarpana
jak ciało hektora u bram troi
oni mnie widzą choć nie oddycham
nago
wrzucają w te doły
nad którymi śmiech ich nie ustaje
nad którymi tańcują aż do krwi
mojej aż do bulgotu z ust do wyć
już nie dbają że nie oddycham
śmierdzące bawoły
gnająca na zatracenie masa
taniec podeptań potok potrąceń
czerń cisnąca upchaniem duszności
nic nie widzę nie mogę oddychać
jadą
pływają śród smoły
rozlewanej z ich własnych gardzieli
opluwają się wzrokiem ścigając
dyszel kieratu padają wstają
nie chcę ich widzieć nie chcę oddychać
radość
kradziona pospołu
kradziona wzajem odsprzedawana
wleczona skonana poszarpana
jak ciało hektora u bram troi
oni mnie widzą choć nie oddycham
nago
wrzucają w te doły
nad którymi śmiech ich nie ustaje
nad którymi tańcują aż do krwi
mojej aż do bulgotu z ust do wyć
już nie dbają że nie oddycham
Subskrybuj:
Posty (Atom)

